Bondage [bondydż] – słownikowe tłumaczenie tego słowa to – niewola, niewolnictwo.
Wydaje mi się, że najtrafniej zabrzmi tłumaczenie tego słowa na –  „zniewolenie”.

W praktyce nie spotkałem się do tej pory z używaniem polskiego terminu. To typowe zjawisko.
Gdy coś dociera do nas zza granicy, to mija pewien  czas nim obcy termin uzyska swą spolszczoną formę lub odrębne polskie określenie.
Natomiast wielokrotnie spotkałem się z tym, że zamiast poprawnej wymowy angielskiej, stosuje się pseudo francuską formę [bondaż].
Wydaje mi się, że jakkolwiek wymowa formy francuskiej nie ma językowego uzasadnienia
(w języku francuskim nie występuje słowo bondage), to dla polskiego ucha brzmi ona lepiej niż poprawna wersja angielska i dlatego słyszymy ją czasem w tym mylnym brzmieniu.

Skoro kwestię wymowy mamy za sobą, to teraz pora na parę słów o znaczeniu tego terminu.
W potocznym zastosowaniu pod słowem „bondage” rozumie się praktyki bdsm polegające na wiązaniu, a w węższym zakresie na wiązaniu sznurem.
Tymczasem, jak się chwilę zastanowić, to na wiązaniu nie tylko sznurem ale i taśmą, apaszkami, folią i tym, co jeszcze uda się wymyślić i zastosować, nie zapominając o łańcuchach.
Warto wspomnieć o różnorodnym krępowaniu ciała z całym bogactwem pomysłowości przy pomocy:

Skóry i innych podobnych materiałów:

– pasy

kajdany

obroże

     

uprzęże

  

– rękawy

  

– rękawice

  

  

– worki

     

maski i opaski

     

  

kneble

Drewno, metal i tworzywa:

– dyby

     

  

     

– ramy

– meble

  

     

– słupy

  

– stojaki

 

drążki

 

  

– klatki

  

– folia / mumifikacja

  

Następne spostrzeżenie to fakt, że bondage nie jest jedynie jedną z form, technik czy metod dominacji  i uległości.
Jest samodzielnym bytem, mocno splecionym z dominacją i uległością, ale jednak samoistnym.

Przyjmijmy, że bondage można postrzegać w tym szerokim ujęciu, jak też i w tym zawężonym do więzów. Głównie  drugie podejście znajdzie odbicie w treści tej witryny.

Umówmy się  zatem, że dla nas, autorów, bondage to sztuka erotycznych więzów. Treści przedstawione w tej witrynie są osobistymi przemyśleniami opartymi na informacjach znalezionych w internecie, literaturze, a także w dużej mierze na osobistym doświadczeniu i wieloletniej praktyce bondage, wspartej praktyką z zakresu żeglarstwa i wschodnich sztuk walki, a informacje z zakresu shibari – również uzyskiwane na warsztatach shibari za granicą.

W powszechnej opinii bondage – jako sztuka wiązania – pochodzi z Japonii.
Nawet jeśli nie do końca jest to prawdą, że gdzie indziej nie stosowano więzów do przeróżnych gier erotycznych, to trzeba przyznać, że Japończycy najszybciej i najpełniej rozpropagowali bondage, skutecznie zapisując się w powszechnej świadomości jako twórcy tej sztuki, dziś znanej pod nazwą shibari lub konbaku.
Podobne marketingowe mistrzostwo Japończyków można dostrzec w świecie sztuk walki. Judo było już dyscypliną olimpijską, gdy dopiero dzięki filmowym wyczynom Bruce’a Lee, nasza część świata dowiedziała się, że sztuki walki to nie tylko Japonia. Do dziś zresztą mało kto wie nieco więcej o filipińskim escrima, greckim pankration czy w końcu o francuskim savate.

Co by się jednak nie mówiło, to należy przyznać, że w przypadku shibari Japończycy odkryli coś ciekawego, doprowadzili to do mistrzostwa, stworzyli całą kulturę korzystania z tej sztuki i jej rozwoju, a przede wszystkim zwrócili uwagę na emocjonalny aspekt wiązania.
Nauczyli tego innych i nawet jeśli czasem jakiś europejski judoka pokona w walce japońskiego mistrza, a jednym z autorytetów shibari okaże się np. Niemiec Steve’s Osada, to bez wątpienia Japończycy są uznawani za najlepszych w obu tych, tradycyjnie im przypisywanych, dziedzinach.

Większość publikacji podaje stwierdzenie, iż pierwowzorem bondage, – „shibari” –  w jego japońskim wydaniu jest Hojo jutsu ( inna nazwa Torinawa jutsu), czyli wywodząca się z epoki samurajów umiejętność posługiwania się liną dla pochwycenia przeciwnika.

Hojo jutsu dosłownie tłumaczy się jako:

Ho = złapać, pochwycić,
Jo = lina,
Jutsu = sposób, sztuka wykonania

Zapewne w twierdzeniu dotyczącym źródeł w hojo jutsu współczesnego bondage jest tyle samo słuszności, co w stwierdzeniu, że u źródeł dzisiejszych zabaw z kajdanami i dybami leżą zdobycze europejskiego średniowiecza i Świętej Inkwizycji 🙂

Zatrzymajmy się zatem na chwilę nad sprecyzowaniem czym było hojo jutsu.
Było ono pewnym zbiorem technik służących do skrępowania pokonanego przeciwnika i mających uniemożliwić mu dalszą walkę lub natychmiastową ucieczkę.
Nie były to techniki zakładania więzów przeznaczonych na dłuższe w nich trwanie osoby związanej.
W prostych żołnierskich słowach było to: wiązanie pokonanego przeciwnika na polu walki.

Poniższy film ma zobrazować jak w przybliżeniu mogła wyglądać sytuacja wykorzystania technik hojo jutsu.

Poniższe zdjęcia przedstawiają najczęściej pokazywane w literaturze wzory więzów hojo jutsu.

                  
wzór o nazwie „krzyż”                   „skuteczne wędzidło”                  „diament”

Jak widać na tych fotografiach nie były to więzy trwale krępujące związanego.
Ich skuteczność wynikała z siły zaciągnięcia lin, nacisku na grdykę i wystarczała na pierwsze chwile po starciu.

Techniku hojo jutsu cechowały:

  • Wykonanie przy pomocy torinawy – ok. trzymetrowej linki będącej elementem samurajskiego wyposażenia   ( w shibari nie przejmujemy się takim ograniczeniem sprzętowym)
  • W miarę szybkie wykonanie ( w shibari pośpiech nie jest wskazany)
  • Możliwość wykonania na stawiającym opór przeciwniku ( to nie w shibari)
  • Prowadzenie więzów przez krtań co uniemożliwiało pokonanemu walkę i utrudniało wyślizgnięcie się z więzów ( w shibari unikamy zaciskania lin na krtani)
  • Mocne zaciśnięcie oplotów dla skuteczności wiązania i dla wywołania niedowładu ramion u pokonanego, co było przydatne gdy po jakimś czasie już poza polem starcia trzeba było zdjąć te prowizoryczne więzy  ( w shibari unikamy powodowania odrętwień)

I mówią, że niedaleko pada jabłko od jabłoni 🙂

Czym zatem jest Shibari?

Bez wątpienia shibari to sztuka wiązania. W tłumaczeniu dosłownym – więzy, wiązanie.
Ale czy każde wiązanie można nazwać tym określeniem? Bez wątpienia – nie.
Zatem jakie kryteria powinniśmy zastosować?

W literaturze można znaleźć wiele reguł takiej klasyfikacji, zresztą zmieniały się one wraz z upływem czasu.
To co nam, autorom nawado.pl, jest najbliższe, to następujące podejście wyróżniające cechy na trzech poziomach:

  • Stosowanie lin z włókien naturalnych, liny w razie konieczności przedłużane poprzez połączenie końców, stosowanie podwójnie złożonej liny, wykorzystywanie tradycyjnych schematów – np. takate kote.
  • Występujące elementy japońskiej kultury – w stroju, dodatkowych elementach (np. bambusowe a nie inne drążki),  szczególnie jeśli są to prezentacje publiczne.
  • Występujące emocjonalne relacje pomiędzy osobą wiązaną a wiążącą.

I jeszcze jeden zestaw cech więzów zasługujących na miano  shibari:

  • Dążenie do piękna obrazu
  • Skuteczność
  • Występujące japońskie akcenty kulturowe

Następnym pojęciem jakie chciałbym zdefiniować to „Kinbaku”.
W tłumaczeniu dosłownym – piękne wiązanie, ciasne wiązanie.

Do niedawna powszechnie przyjmowano, że te dwa określenia – shibari i kinbaku – są równoważne. Obecnie przebija się pogląd, że kinbaku to bardziej wyrafinowana forma shibari. Występuje w tej formie silna więź emocjonalna i jeszcze większy nacisk na estetykę oraz „dopieszczenie” szczegółów.

Jeden z japońskich mistrzów określił to tak:
„to co robię na pokazach to shibari, a to co robię w domowym zaciszu z moją ukochaną  to kinbaku.”

Dostrzegam pośród znawców tematu z różnych krajów ostry spór o nazewnictwo, o stwierdzenia co jest shibari, co zaś nim nie jest, natomiast sami Japończycy jakby zupełnie się w te talmudyczne spory nie angażowali i albo nie wypowiadają się w tym zakresie, albo zmieniają wielokrotnie swoje zdanie w kolejnych wypowiedziach.
Wygląda na to, że japońscy mistrzowie liny robią swoje, tak jak to czują i nie zawracają sobie głowy próbami opisu swych działań, natomiast ich europejscy naśladowcy próbują opisać i skategoryzować to co widzą w wykonaniu japońskich mistrzów, a co chcieliby na swój sposób powielać.

W ramach tego typu rozważań pojawia się zagadnienie określenia różnych stylów i odmian bondage.

Oto jeden z takich podziałów

  • Shibari – szlachetna forma bondage, jednoznacznie odwołująca się do tradycji japońskich.
  • West bondage – więzy wykonywane przez amerykańskich i europejskich mistrzów, nie  odwołujące się do wzorów japońskich.
    W przeciwieństwie do shibari często   tworzy się wrażenie przemocy wywieranej na osobie wiązanej.
  • Neobari – style wiązania korzystające ze wszelkich wzorców, nie ma ortodoksyjnegoodwoływania się do sztywnych zasad jak w shibari oprócz wyraźnego nacisku kładzionego na estetykę więzów.
  • Decorative  bondage – (kazarinawa) wiązania nastawione w dużej mierze na ozdobne efekty więzów, na  możliwość efektownego prezentowania oplotów, zawieszeń, obracania podwieszonego w więzach ciała, itp.
    W krańcowej formie decorative bondage zmierza do tzw. macrame bondage, gdzie tworzy się coś w rodzaju ubiorów, strojów epatując umiejętnością wyplatania skomplikowanych węzłów i splotów.
    W przypadku macrame bondage funkcja unieruchamiania traktowana jest marginalnie, albo w ogóle nie występuje.
  • Shitbari – pogardliwe określenie, mające podkreślić jak bardzo to, o czym mówimy poprzez swą brzydotę, brak profesjonalizmu i dbałości o estetykę oraz    zachowanie reguł odbiega od prawdziwego shibari.

Zatrzymajmy się jeszcze nad kwestią estetyki w bondage.

Moim zdaniem jest to jedno z kluczowych zagadnień, nie bez powodu wymieniane przez większość fachowców na pierwszym miejscu przy określaniu cech dobrego bondage.
I trudno się temu dziwić.
Obok doznań fizycznych, odczuwanych przez osobę wiązaną, ważne tak dla niej jak i dla osoby wiążącej, a też dla osób obserwujących wiązanie na pokazach, zdjęciach i filmach jest forma oraz estetyka wykonania, która łączy ze sobą styl i porusza emocje.

Warto więc zadbać o poszczególne elementy:

  • Liny
    Ładne, dobrze utrzymane i dobrane do sytuacji liny. Liny z obrobionymi końcówkami, bez „krowich ogonów”,  dobrana kolorystyka, rodzaje i grubości.
    Zaprzeczeniem jest mieszanina różnorakich sznurków, bez zakończeń, przypominająca zbiór tego, co udało się znaleźć na strychu.
  • Sposób układania więzów
    Zwoje układane w sposób uporządkowany, bez chaosu, z widocznym zamysłem i celowością, bez zwisających, luźnych końcówek lin, pochowanie nadmiaruposzczególnych linek i uporządkowanie tych części lin, które nie pracują pod napięciem.
    Unikajmy splątania, poskręcanych fragmentów lin, oplotów założonych bez żadnego celu, tworzących efekt gmatwaniny.
  • Obraz sceny
    Oprócz uwag dotyczących samej pracy i techniki wiążącego, chciałbym powiedzieć, że warto też pamiętać o estetyce całości sceny, w tym szczególnie o ubiorze lub jego fragmentach.
    Oczywiście czasem takim „ubiorem” jest nagość”, ale jeśli z jakiś przyczyn tak nie jest, to na pewno warto na przykład z wiązanych nóg ściągnąć nic nie wnoszące skarpetki, albo pomyśleć o jakimś ładnym stroju.

Myślę, że w przypadku poszczególnych elementów składających się na obraz naszego bondage jest tak, jak z jedzeniem: można ze smakiem nasycić się dobrą kanapką, zjedzoną na stojąco w brudnym korytarzu poczekalni, ale zapewne wszyscy wolelibyśmy zaspokoić głód równie smacznym jedzeniem, ale ładnie podanym, w ładnym miejscu, w ciekawym towarzystwie i bez pośpiechu.

Dbałość o estetyczne aspekty bondage jest oczywiście bardziej istotna gdy chcemy je pokazać na zdjęciu, czy przed widzami, albo też tylko zarejestrować obraz w swej pamięci.
Ja jednak uważam, że nawet jeśli robimy bondage tylko dla własnych, intymnych potrzeb, to warto postarać się o uzyskanie estetycznego obrazu i efektu.
Jednakże nie chciałbym zostać odebrany jako ortodoksyjny propagator wyszukanej elegancji. Tak nie jest. Chcę tylko zwrócić uwagę na estetykę jako taką, pojmowaną szeroko, z naciskiem na celowość, zaprzeczającą bylejakości.

Podam przykład: jeśli mamy fantazję na więzy w klimacie ciemnego prymitywizmu, to zupełnie na miejscu będzie pobrudzone ciało, poszarpane łachy, brudne wnętrze  i prymitywna lina. I wtedy jest to spójna całość, logiczna celowość, estetyczny efekt.

Na koniec tych ogólnych rozważań, chciałbym powiedzieć o jeszcze jednej sprawie – dążeniu do doskonalenia. Według mnie to bardzo istotna cecha odróżniająca rzemieślnika od fachowca, artysty czy też od pasjonata.
Dla potrzeb bdsm możemy nauczyć się wykonywać sprawnie parę podręcznikowych wiązań. I do samego bdsm to wystarczy.
Jest jednak wielkie bogactwo satysfakcji w samym podążaniu drogą rozwoju, w poszukiwaniu nowych rozwiązań i doskonaleniu rozwiązań odkrytych wcześniej.

Japończycy nazywają to – „do” – „podążanie drogą”,

Chińczycy – „kung fu” – „ciągłe doskonalenie się”

Zachęcam do takiego traktowania swego bondage.